Obudziłam sie z bólem Głowy. Miałam Mroczki przed oczami. Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu. Śmierdziało i było tam wiele worków na śmieci. Chwila........ czemu nie jestem u siebie? Co ja tu robię? Starałam sobie coś przypomnieć ale pamiętam tylko że byłam na imprezie z Julią i...... właśnie w tym miejscu urywa się film. Usłyszałam kroki które były coraz głośniejsze. Zaczęłam szybciej oddychać. Bałam się. Wiele bym dała aby był tu mój starszy brat. Obroniłby mnie. Ale go nie ma i musze się z tym pogodzić. Nagle drzwi się otworzyły,a w nich stanął dobrze zbudowany chłopak. Jego czupryna była koloru blond a ogółem włosy postawione na żel. Jasny blond włosów zlewał się z trochę kółkowatą buzią, a małe oczka patrzyły na mnie z zachwytem? Z tego co się orientuje jestem zakładniczką? A czy on nie powinien mnie no jakby tak..... nękać. Nie narzekam. Podszedł do mnie i podał mi rękę. Nie chwyciłam jej tylko schowałam moją buzię w nogi i starałam się uspokoić. Chłopak westchnął głośno i wyszedł z trzaskiem. Wzdrygnęłam się i jeszcze bardziej wtuliłam twarz w kolana. Gdzie ja jestem?
Minęły dwie godziny odkąd widziałam tajemniczego chłopaka.Na jego ramieniu widniał napis Ryan co mnie bardzo zastanawiało. Ryan to może jego imię? Mój brzuch wyrwał mnie z zamyśleń. Poprzez swoje wołanie o pokarm. Wstałam cicho z czegoś co miało wyglądać jak łóżko. Podeszłam do uchylonych drzwi i zaraz potem otworzyłam je. Weszłam po widniejących schodach i skierowałam się na górę. Nie mogłam w to uwierzyć. Wielki dom wyglądający jak willa. Było pięknie. Usłyszałam czyjeś kroki i momentalnie zastygłam. Ujrzałam tego samego chłopaka w towarzystwie dwóch innych równie przystojnych. Chłopcy zamilkli i podeszli do mnie blisko. Bałam się jeszcze bardziej. Ten strach prawie mnie przerósł, trzęsłam się i patrzyłam na każdego z osobna. Jeden szarpnął mnie za rękę i kazał usiąść na kanapie. Tak też zrobiłam. Chłopcy rozmawiali między sobą, chyba o mnie i o różnych innych ciekawych rzeczach, a ja skupiłam się na oglądaniu telewizji.
-Kurwa pozwoliłem?-Zapytał się jeden. I właśnie teraz mnie oświeciło. Jason McCan, Ryan Butler i Brad Simson. To najwięksi mordercy na świecie. Zaczęłam się jeszcze bardziej trząść. Czemu ja? Boże czemu? Zadawałam sobie te pytania w kółko.
-Jestem Jason, a to Brad i Ryan.-Odpowiedział dużo spokojniej szatyn. Jego piękne brązowe oczy roztapiały mnie swoim urokiem. A usta prosiły się na złożenie na nich pocałunku. Idealne włosy postawione na żel dodawały mu uroku.
-Ja jeste-m.......e......ja....... jestem......... Martha ale ludzie mówią mi Seen.-Przedstawiłam się już trochę spokojniej. Ten Brad też był nie brzydki. Jego loczki które wyglądały jak u jakiegoś lalusia mówiły mi wszystko. Jego brązowe oczy, też idealne ale bardziej w odcieniu ciemnej czekolady. A usta hmm no cóż, słodkie jak truskawki.
-Ta miło nam.-Burknął Ryan, a Brad chwile potem dźgnął go łokciem w żebra tak, że tamten syknął z bólu.
-Co ja tutaj robie?-Spytałam po chwili i spojrzałam na każdego po kolei. Oni zrobili to samo tylko, że ze sobą. Ta przyjaciele..
-Bo wczoraj jak wracałaś do domu, przyłapałaś Jasona na tym jak zabijał kobietę. Jason to zauważył i sam chciał cię no...ten... zabić. Ale jak zobaczył twoją twarz to.....-Brad zatrzymał się i spojrzał na chłopaków. Dosyć długo się zastanawiał czy dalej kontynuować, ale jednak zrobił to.
-Postanowił Cię zostawić, ale z obawy że nas wydasz po prostu będziesz mieszkać tu.A potem, nie wiem.- Dokończył. Tylko jedno mnie zastanawiało. Co ja mam takiego w twarzy, że mnie darował? Normalna jest. Mam oczy, usta, brwi, uszy, nos, czoło, policzki no wszystko!
-Ale co ja mam takiego w twarzy?-Zapytałam po chwili ciszy. Chłopcy trochę się rozbawili moim pytaniem chociaż było poważne.
-No bo ty... e.....em...... no wiesz.....-Zaczął się jąkać tym razem Ryan. Co mnie tym razem trochę rozbawiło.
-No co ja!?-Podniosłam głos, a każdy po kolei spojrzał na mnie złowrogo i kontynuował.
-Ehh twój brat Jarek, on był częścią gangu. Był naszym bratem. Najstarszy z nas i najmądrzejszy, podziwialiśmy go. Dużo nam o tobie opowiadał. Bardzo Cię kochał. Pracował pod pseudonimem Crach. Powiedział, że jak się mu coś kiedyś stanie mamy Cię pilnować jak oka w głowie. I nadszedł ten dzień gdzie właśnie ty jesteś częścią tego gówna.
Ja jestem częścią tego gówna...........
_______________________________________________________________________________
No i mamy pierwszy. Przepraszam, że tyle czekaliście. Mam nadzieje że się podoba. Zapraszam do komentowania.... :* Do następnegoo
czwartek, 3 kwietnia 2014
środa, 5 marca 2014
Prolog
Co byś zrobiła gdybyś właśnie się dowiedziała że twoja rodzina nie żyję? Pytam bo nie wiem co ja mam zrobić. Jak ktoś dowie się że nie skończyłam jeszcze osiemnastu lat mogę trafić do domu dziecka. Ehh żanujące. Cała w łzach pobiegłam do swojego pokoju i opadłam z rykiem na łóżko. Pewnie zatanawiacię się co się stało. Otóż moja rodzina miała udać się na wspólne wakacje całą rodziną ogólnie my wszyscy.Mama, tata, ciocie, wujkowie, kuzyni i kuzynki, babcie, dziadkowie i mój najlepszy brat. Kochałam go najbardziej z tej całej rodziny. Ale niestety nie zdążyłam wejść na pokład statku kiedy ten daleko odpłynął. Powinnam się cieszyć, czy może płakać? Mieli wrócić za dwa tygodnie, ale teraz przez jebany telefon dowiaduję się, że nikt nie przeżył. Mój brat osoba z którą mogłam pogadać nie żyje. Miał na imię Jarek. Był wplątany w jakieś gówna, można nawet powiedzieć, ze zabijał, ale na mnie by ręki nigdy nie podniósł. Cóż co mi pozostało jak nie nachlać się za trzy dupy i nie przespać z obcym facetem? Chyba nic. Wystarczy jeden telefon do Juli mojej pseudo przyjaciółki od "imprez" . Dziewczyna umówiła się ze mną o 19:00 u mnie przed domem. Jest 17:30 więc muszę się zaczęć szykować. Podeszłam do szafy by wybrać jakiś seksowny ubiór. Po dłuuuuugim namyśle wybrałam to:
Weszłam z tym zestawem do mojej big łazienki:
Postanowiłam że wezmę krótki prysznic. Zdjęłam zapłakaną koszule i spodenki. Wyglądałam strasznie. Siedem nieszczęść czy jak to tam się mówi.
Po pięciu minutach wyszłam z pod prysznica i opatuliłam swoje ciało jedwabnym ręcznikiem. Wysuszyłam świeżo myte włosy i założyłam wybrany zestaw. Zrobiłam kreski eyelinerem i pomalowałam swoje długie rzęsy. Usta pomalowałam soczyście różową szminką. Byłam już w miarę gotowa. Wyszłam z łazienki i spojrzałam na zegarek. Dziewiętnasta za pięć. Czyli Julia za chwile tu będzie.
*Ding-Dong*
Właśnie przyszła. Zbiegłam ostrożnie na dół i otworzyłam jej drzwi.
-O hej. Słyszałam co się stało tak mi przykro.-Odezwała się gdy tylko zobaczyła moją postać otwierającą jej drzwi. Weszła do środka i mnie przytuliła. Ugh mogła sobie darować te czułości, skoro i tak wiem, że ma to w dupie.
-Hej. Ok nie gadajmy o tym, chce zapomnieć i żyć dalej.-Prychnęłam, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
-Po to tu jestem-Powiedziała ciągnąc mnie w stronę drzwi. Pewnie już była ujebana czy coś. Ehh cała Julia. Dziwka na maksa. I mówię poważnie bo jeszcze miesiąc temu miała taki zawód, ale jej "wielka miłość" powiedział, że musi wybrać albo on albo jej praca. Wybrała jego ale pewnie go i tak dziś zdradzi.
-Zamawiamy taksi czy jedziemy moim?-Zapytała. Chociaż byłam średnio bogata miałam samochód jeszcze lepszy niż Julia. Wole jechać taksówką.
-Dzwoń po taksi-Zarządziłam.
*Dziesięć minut później*\
Byłyśmy już pod Rossa Club i napalone na wszystko wchodzimy do niego. Czas zapomnieć o rodzinie.
Już miałam dość. Źle się czułam dlatego tez wolnym krokiem opuszczam ten "teatrzyk" i wracam do domu. Nic żadnego ładnego chłopaka ani dobrej wódki. ZERO. Wyszłam przed club aby się przewietrzyć i zadzwonić po taksi. Kiedy nagle łkanie i błaganie o litość oraz głośne krzyki sprzeciwu dobiegły do mojego mózgu zaczęłam się rozglądać. Moje oczy były w tym momencie wbite w gościa zbijającego kobietę. Ciekawość wzięła nade mną górę. Zakradłam się cicho, próbując utrzymać równowagę do puki nie dojdę do drzewa. Chłopak właśnie zabił dziewczynę, a ja dopiero wtedy zrozumiałam że to był Jason McCan. Jeden z najgroźniejszych ludzi morderców na świecie. Chciałam odejść powoli, ale za nim to zrobiłam stało się coś co mogło spowodować, że dołączę do tej dziewczyny. Dostałam czkawki. Chłopak momentalnie do mnie podszedł. Mamo! Tato już do was idę pomyślałam. Złapał mnie za ramiona, a ja oczekiwałam śmierci.
Spojrzał w moje oczy, a potem zlustrował całe moje ciało. Był zaskoczony.
-Martha?-Zapytał patrząc na mnie jeszcze raz. Musiałam coś palnąć bo jak inaczej?
-Dla Ciebie Martha Victoria Rosalie Beneth.
A reszta to już tylko ciemność.....
________________________________________________________________________________
Mamy prolog. Zapraszam do komentowania i mam nadzieję że będziecie czytać mojego bloga. Do następnego <3
Weszłam z tym zestawem do mojej big łazienki:
Postanowiłam że wezmę krótki prysznic. Zdjęłam zapłakaną koszule i spodenki. Wyglądałam strasznie. Siedem nieszczęść czy jak to tam się mówi.
Po pięciu minutach wyszłam z pod prysznica i opatuliłam swoje ciało jedwabnym ręcznikiem. Wysuszyłam świeżo myte włosy i założyłam wybrany zestaw. Zrobiłam kreski eyelinerem i pomalowałam swoje długie rzęsy. Usta pomalowałam soczyście różową szminką. Byłam już w miarę gotowa. Wyszłam z łazienki i spojrzałam na zegarek. Dziewiętnasta za pięć. Czyli Julia za chwile tu będzie.
*Ding-Dong*
Właśnie przyszła. Zbiegłam ostrożnie na dół i otworzyłam jej drzwi.
-O hej. Słyszałam co się stało tak mi przykro.-Odezwała się gdy tylko zobaczyła moją postać otwierającą jej drzwi. Weszła do środka i mnie przytuliła. Ugh mogła sobie darować te czułości, skoro i tak wiem, że ma to w dupie.
-Hej. Ok nie gadajmy o tym, chce zapomnieć i żyć dalej.-Prychnęłam, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
-Po to tu jestem-Powiedziała ciągnąc mnie w stronę drzwi. Pewnie już była ujebana czy coś. Ehh cała Julia. Dziwka na maksa. I mówię poważnie bo jeszcze miesiąc temu miała taki zawód, ale jej "wielka miłość" powiedział, że musi wybrać albo on albo jej praca. Wybrała jego ale pewnie go i tak dziś zdradzi.
-Zamawiamy taksi czy jedziemy moim?-Zapytała. Chociaż byłam średnio bogata miałam samochód jeszcze lepszy niż Julia. Wole jechać taksówką.
-Dzwoń po taksi-Zarządziłam.
*Dziesięć minut później*\
Byłyśmy już pod Rossa Club i napalone na wszystko wchodzimy do niego. Czas zapomnieć o rodzinie.
Już miałam dość. Źle się czułam dlatego tez wolnym krokiem opuszczam ten "teatrzyk" i wracam do domu. Nic żadnego ładnego chłopaka ani dobrej wódki. ZERO. Wyszłam przed club aby się przewietrzyć i zadzwonić po taksi. Kiedy nagle łkanie i błaganie o litość oraz głośne krzyki sprzeciwu dobiegły do mojego mózgu zaczęłam się rozglądać. Moje oczy były w tym momencie wbite w gościa zbijającego kobietę. Ciekawość wzięła nade mną górę. Zakradłam się cicho, próbując utrzymać równowagę do puki nie dojdę do drzewa. Chłopak właśnie zabił dziewczynę, a ja dopiero wtedy zrozumiałam że to był Jason McCan. Jeden z najgroźniejszych ludzi morderców na świecie. Chciałam odejść powoli, ale za nim to zrobiłam stało się coś co mogło spowodować, że dołączę do tej dziewczyny. Dostałam czkawki. Chłopak momentalnie do mnie podszedł. Mamo! Tato już do was idę pomyślałam. Złapał mnie za ramiona, a ja oczekiwałam śmierci.
Spojrzał w moje oczy, a potem zlustrował całe moje ciało. Był zaskoczony.
-Martha?-Zapytał patrząc na mnie jeszcze raz. Musiałam coś palnąć bo jak inaczej?
-Dla Ciebie Martha Victoria Rosalie Beneth.
A reszta to już tylko ciemność.....
________________________________________________________________________________
Mamy prolog. Zapraszam do komentowania i mam nadzieję że będziecie czytać mojego bloga. Do następnego <3
Bohaterowie
Martha Victoria Rosalie Beneth 17 lat
Miłość? A co to?
Przyjaciele? Istnieją?
Alkohol? Tylko mu mogę się wyżalić
Smutek? Częstym gościem.
Rozsądek? Opuścił mnie już dawno.
Smutek? Częstym gościem.
Rozsądek? Opuścił mnie już dawno.
Jason Drew McCan 20 lat
Nawet największa bestia
zna litość. Ja nie
jestem bestią, więc tej litości
nie znam.
Powinieneś być szczęśliwy, że to ja Cię
zabiję, a nie kto inny, ale
uwierz mi nie będę delikatny.
Julia Katy Brown 17 lat.
Po co komu ludzie skoro jest alkohol?
Po co komu rodzina skoro są używki?
Po co komu życie skoro jest śmierć?
Violetta Marie McCan 17 lat
Uśmiechnij się nawet gdyby był to twój
najgorszy dzień. Pamiętaj, że to co Ciebie boli innych \
cieszy.
Bradley Simson 18 lat
Chociaż potwór nie ma uczuć
bo po prostu je stracił.
Ja zachowałem takich parę:
Miłość, Litość, Przyjaźń.
Więcej mi nie potrzebne.
Ryan Butler 19 lat
Po co mam się tobą przejmować
skoro muszę dbać o własne życie?
Po co mam Cię darować skoro
i tak kiedyś umrzesz?
________________________________________________________________________________
Mamy bohaterów. Mmmmmm już wiem jaka będzie fabuła. Nie długo prolog.
Strzałka
Subskrybuj:
Posty (Atom)









.jpg)